Dzisiaj chciałam Wam pokazać cudne ptasie mleczko truskawkowe,ale jeszcze dochodzi w lodówce:)Pokażę Wam co można zrobić ze zmielonej piersi ale to również jutro,ponieważ odłożyłam gotowanie na jutro,powodem jest dość silne zmęczenie,bardziej chyba psychiczne(dziś wyniki na Politechnice Gdańskiej,wczoraj Wrocławskiej) niż fizyczne,bo i w pracy miałam od kilku dni dużo do załatwienia spraw organizacyjnych.W każdym razie córa dostała się tam gdzie chciała tylko nie wiem jaką uczelnię wybierze,jej chłopak również dostał się na wszystkie uczelnie,które wybrał i mogę im tylko pogratulować.A żeby Was nie zanudzać,przedstawię Wam jak wygląda czasami mój wolny dzień,przesłałam go ostatnio do jednej z nas i dziś jak usłyszałam od córci,że może bym chciała wolne,przypomniałam sobie o ostatnim wolnym piątku i postanowiłam Wam przedstawić:jeden wolny dzień z mojego życia oczywiście w bardzo krzywym zwierciadle:)))
Miało być tak(a że nie mam własnych zdjęć pokazuję moją inspirację:):
A będzie tak:
.jpg)
Moja córka zaproponawała mi,że pójdzie za mnie do pracy,zostałam więc w domu
aby trochę posprzątać,dziecko poszło do pracy a przed wyjściem mówi:-A to posprzątasz i sobie mamusiu
odpocznieszJ,aż ze wzruszenia łezka zakręciła mi się w oku,wzięłam się do pracy i przez kilka godzin biegałam po domu aż do 15.00 ,jak wiecie mam dużą kuchnię a ostatnio
sprzątana była byle jak,więc musiałam ogarnąć trochę w szafkach,trochę
lodówkę,poukładać,pomyć,potem z wywieszonym językiem umyłam naszą łazienkę i
ubikację ale łazienkę chłopaków olałam,niech sobie faceci sami sprzątają.Pot mi lekko zalewał oczy,bo oczywiście u mnie w domu jakieś 30 stopni,nie mogło być inaczej gdy sprzątam,słońce wali z nieba na całego a ja pocąc sie spalam kalorie jakbym była na siłowni albo w ekskluzywny spa:)No to dalej teraz korytarz
dziewczyn,salon,sypialnia,Wiktora pokój i biblioteka do tego cholernie duży korytarz….po co nam takie duże mieszkanie,J))Jeszcze odkurzanie książek,po co mi 1200 książek,no po co???Chyba żeby się nie nudzić w domu i odkurzać woluminy:)O 15 myślałam,że
zejdę,szybko wzięłam prysznic i pędem do sklepów,na szczęście wszystkie mam obok domu.Już
wystartowałam na chodnik ale przypomniałam sobie,ze nie wzięłam kartki z
przepisem na ciasto.Ciasto musi być bo młody wraca z obozu.Wracam,pędzę po schodach po
karteczkę i znowu zamykam drzwi i lecę do sklepu.Najpierw sklep mięsny …kurde co ja zrobię
dziś na obiad???Bo teraz rzadziej gotuję to rodzina wymaga cudów a że w
sobotę raptem po tygodniu wracał mój syn to musi być uroczysty
obiad.Jakby wracał po 3 latachJZ obozu pracy jakiegoś, czy co???Albo
innych kamieniołomów!!!Jakbyśmy się nie widzieli co najmniej kwartał a nie pięć,uwaga słownie pięć dni!!!No może sześć czy tam siedem:)Weronika zażyczyła sobie kurczaka duszonego,ja ostatnio nie mam na to danie ochoty więc biorę mielone z piersi,na jutro karkówka kurcze dla powracającego synusia.Prawie zapomniałam,że rodzina nie chce wędlin chce rolady,no to
karkówka na roladę i pierś z indyka.Boczuś na farsz itd itd.Bo przecież,nie zostawię ich bez roladki na
chlebek.I koniecznie nie zapomnieć składników na ciasto,W koszyk wkładam 25 kg
mięsa,oczy mi wyłażą z orbit,w drugą rękę jajka,w mięsnym kupuję bo
wiejskie,bo lepsze.Przez chwilę się śmieję do siebie jak to jest,że jajka kupuję w mięsnym:).Pędem po truskawki do
warzywniaka,bo przecież dzieci i młodzież wejdą do domu i będzie:-Co…truskawek nie ma!!!Ooooo to szkooooda!!!!No to koszyk na
ramieniu,kobiałka w ręce i do najbliższego sklepu spożywczego o nazwie pewnego latającego owada,bo przecież ziemniaki trzeba
kupić i inne akcesoria do obiadu i ciasta.Stop.Zwrot do warzywniaka po koperek!!!Dopycham koperek do koszyka z
mięsem i lecę a tu słyszę…-O cześć kochana!!!Moja szkolna koleżanka:-A co tam u
Was,a co u Ciebie? A jak matura?….rączki koszyka wrzynają mi się w ramię ale z
uśmiechem odpowiadam na pytania,gdy czuję jak ciurkiem leci mi pot po plecach,w
końcu mamy 30 stopni próbuję się pożegnać,już prawie mi się udało a koleżanka
przypomniała sobie że Wera już złożyła pewnie dokumenty na studia i koniecznie chciała
znać wyniki,Powiedziałam,że jeszcze nic nie wiem i poleciałam bo bałam się że
zacznie temat uczelni i szkół.W sklepie zakupiłam kolejne 20 kg,no śmiało mogę powiedzieć 30 kg towaru spożywczego i z
kartką z przepisem na ciasto szukałam składników na delicje jakie miałam
przygotować.Kartę z braku wolnych kończyn trzymałam w zębach.Czekałam tylko,jeszcze na telefon,bo zupełnie nie wiem jakbym go odebrała:)Chyba miałam obłęd w oczach,bo ekspedientka pomogła znaleźć mi
białą czekoladę,czego zazwyczaj Panie w tym sklepie nie czynią.Wyleciałam
prawie biegiem ze sklepu,dopchnęłam nogą zakupy w siatce i znowu to samo:koszyk na ramie,ramię
już poszorowane,ale nic to,jajka w siatce w drugą rękę,koszyk z truskawkami w trzecią,nie cholercia,przecież trzeciej nie ma,czyli wróć:w drugą rękę,siatkę ze sklepu w pierwszą albo i w drugą bo już mi się wszystko miesza jeszcze jedna siatka i biegnę!!!No to jestem w domu,na szczęście juz w domu.Siadam na chwilę w chłodnym pokoju,zamykam oczy i z tego miłego stany wyrywa mnie dzwonek telefonu,nadmieniam zbyt głośny.To córcia :-Mama obiad już jest??????Nie nie ma!!!Lecę do kuchni.Szybko wstawiam
kurczaka,przygotowuję kotlety z karkówki w sosie ziołowo-czosnkowym…na
jutro.Robię mielone z koperkiem dla siebie.Wchodzi mój mąż:-A co tak sobie
pichcisz kochanie?No to gotuj sobie gotuj,Ty to tak kochasz!Nie
przeszkadzam Ci!!!No dobrze to sobie odpoczywajJNa szczęście,szlag mnie na miejscu nie trafił i proszę go o pomoc,a że jest kochany to obiera ziemniaki i truskawki.Ja w tym czasie
wstawiam kalafior i robię mizerię.W tym czasie dokonuję cudów i robię
rolady,sztuk dwie.Udaje mi się zdążyć na 18 godzinę,gdy wchodzi Weronika z chłopakiem na obiad.Ktos dzwoni…okazuje się,że to paczka dla mnie od mojej czarodziejki blogowej z prezentami da mnie na taras.Lekko humor mi się poprawiła ale jestem tak zmęczona że
ledwo jarzę,co mi przysłała na ten taras,na którym muszę przecież jeszcze podlać kwiaty.Jemy obiad ja po dwóch kęsach właściwie
jestem najedzona a moje kotleciki,zjadają wszyscy ze smakiem,więc na jutrzejszy obiad nie będę ich miała.Po obiedzie zmywam,bo chętnych brak.Proszę o zamontowanie
lampki i kratki,słyszę że mój ukochany mąż obiadł się i nie chce mu się…LAle
wiem że jest kochany i faktycznie,za chwilę słyszę że montuje.A ja przypominam sobie,że
przecież jak dzieciary wracają z wakacji(ale nie po tygodniu zaledwie)to musi
być ciasto!!!!I rzucam się jak głupia na nowy przepis:biszkopt,mus truskawkowy
i ptasie mleczko,robię dla synusia torcik…I zamiast się położyć i
odpocząć czekam do nocy aż mi się stężeje galaretka aby skończyć
ciasto.Myślę zrobię je i idę sobie usiąść na taras odpocząć i nacieszyć się
pięknem rzeczy jakie tam mam i co?????I KURCZE nic!!!Moja córka z
chłopakiem cobie TAM,właśnie TAM oglądają film!!!!Ja pierniczę!!!!No to idę do
pokoju na moją kanapkę i piszę email do koleżanki,niestety nie dokańczam,kasuję wiadomość waląc głową o
klawiaturę i zasypiając nad laptopem!!!I w ten sposób kończy się mój wolny od pracy dzień,w którym tak pięknie odpoczęłam:)))Ciekawe,czy Wam też się zdarzają takie dni?
.jpg)
Chciałabym serdecznie powitać nowe odwiedzające mnie koleżanki:Avę Valk,Ilonę,Zapachlawendy,Dom withlove.Cieszę się,że wpadacie do mnie,mam nadzieję,że spodoba się Wam u mnie!!!