czwartek, 18 lipca 2013

SEZON KUREK CZAS ZACZĄĆ:MAKARON Z KURKAMI!!!

Każda z nas ma dania,warzywa,owoce,które kojarzą się z latem.Dla mnie nie ma lata bez kurek.Wszyscy w domu kochają kurki i wykorzystuję je na wiele sposobów,jeśli będziecie miały ochotę pokażę Wam jako dodatek do mięs,ryb,zupę,sos i kilka innych dań.Tylko nie wiem czy Was nie zanudzę tymi grzybkami:))W moich okolicach jest wiele miejsc gdzie można zbierać te złote cuda i dlatego jak tylko mogę to przygotowuję je na bieżąco albo mrożę i tu pytanie do Was:czy obgotujecie grzyby przed zamrożeniem?Czy od razu pakujecie do pojemników i do zamrażarki?Nie mam zbyt dużego doświadczenia w mrożeniu,dopiero w zeszłym roku pierwszy raz mroziłam i część kurek była gorzka.Może wiecie dlaczego?
Na początek makaron z kurkami,ulubione danie moich córek:
MAKARON Z KURKAMI
SKŁADNIKI:
-1 paczka makaronu tagliatelle lub spaghetti
-ok 1 kg kurek
-1 rosołek
-duży kubek śmietany 30% -tu musicie same ocenić ile ewentualnie więcej dołożyć śmietany
-pieprz,sól
-natka pietruszki
-masło
PRZYGOTOWANIE:
W sumie przygotowanie jest bardzo proste:Czyścimy kurki,myjemy je i odsączamy je albo w cedzaku albo kładziemy na ręcznik papierowy.Kroimy duże kurki na kilka części ale pozostawiamy je dość duże,po smażeniu bardzo ale to bardzo zmniejszą się:)Na patelni rozgrzewamy masło,na gorące masło wrzucamy grzyby i smażymy posypując solą i świeżo zmielonym pieprzem.Gdy kurki są już pięknie zarumienione gotujemy wodę i w kubeczku rozrabiamy rosołek.Wlewam wodę do połowy kubka.Ta przygotowany rosołek wlewam do pieczonych kurek a po chwili rozrabiam najpierw w małej ilości śmietanę z sosem z kurek a potem dodaję całą i duszę kurki na bardzo małym ogniu,ponieważ sos musi przejść zapachem i smakiem kurek.W tym czasie gotuję makaron.Podaję danie na dwa sposoby:dodaję makaron do sosu i duszę jeszcze chwilę lub podaję oddzielnie makaron i sos.Zawsze posypuję natką pietruszki.A wygląda danie tak:

 Oczywiście podałam je na naszym tarasie!!!
A za tło i dekorację robią cudowne drobiazgi o których wspominałam wcześniej,a które kupiła w Pepco,świeczniki i kurka:)



A przy okazji pokażę Wam moje dwa prezenty jakie dostałam,jak wiecie z moich wcześniejszych postów uwielbiam kule z różnych miejsc  świata i Polski i wyobraźcie sobie,że dostałam wielką niespodziankę.Po przeczytaniu mojego posta Kasia z bloga :http://emigrantkazmilosci.blogspot.com
postanowiła,bezinteresowanie,tak z porywu serca obdarować mnie kulą z cudownego miejsca w jakim mieszka.Polecam Kasi blog,bo oprócz wspaniałych relacji z pięknych włoskich miejsc,Kasia przybliża nam smaki,kolory i zapachy swojego regionu a przy tym ma niesamowite poczucie humoru,które jest mi bardzo bliskie.Bardzo mnie wzruszyło,że pomyślała o mnie i chciała  sprawić mi taką wielką radość bo dla mnie te kule są wielką wartością i każda cieszy mnie niesłychanie.

Drugą kulę dostałam od Beaty z bloga:http://rodzinnie1.blogspot.com/ Beata ostatnio była w Norwegii,mam nadzieję,że nie będzie na mnie zła,że to piszę,bo czekamy na jej relacje z tej wyprawy i przywiozła mi kulę.To pierwsza  moja kula ze Skandynawii,nie wyobrażacie sobie jak sie cieszyłam.Sama nie wiem co było ważniejsze czy to,że pomyślała o mnie czy to,że powiększyła się moja kolekcja:)Beatko dziękuję Ci!!!

A na koniec zobaczcie jak pięknie rozwijają się moje kwiaty,szkoda,że nie możecie poczuć jak pachną.Jak tylko wychodzę wieczorem na taras od razu czuję ich zapach


Chciałam jeszcze raz podziękować Wam za komentarze i opinie,każda Wasza notka jest dla mnie inspiracją do dalszych postów,bo wtedy wiem,że ktoś mnie czyta i może korzysta z moich pomysłów lub po prostu lubi to co piszę lub robię.Więc jeszcze raz dziękuję,bo każdy komentarz czytam z wypiekami na twarzy i często wracam do nich i czytam kilka razy:)

piątek, 12 lipca 2013

JEDEN DZIEŃ Z ŻYCIA KOBIETY

Dzisiaj chciałam Wam pokazać cudne ptasie mleczko truskawkowe,ale jeszcze dochodzi w lodówce:)Pokażę Wam co można zrobić ze zmielonej piersi ale to również jutro,ponieważ odłożyłam gotowanie na jutro,powodem jest dość silne zmęczenie,bardziej chyba psychiczne(dziś wyniki na Politechnice Gdańskiej,wczoraj Wrocławskiej) niż fizyczne,bo i w pracy miałam od kilku dni dużo do załatwienia spraw organizacyjnych.W każdym razie córa dostała się tam gdzie chciała tylko nie wiem jaką uczelnię wybierze,jej chłopak również dostał się na wszystkie uczelnie,które wybrał i mogę im tylko pogratulować.A żeby Was nie zanudzać,przedstawię Wam jak wygląda czasami mój wolny dzień,przesłałam go ostatnio do jednej z nas i dziś jak usłyszałam od córci,że może bym chciała wolne,przypomniałam sobie o ostatnim wolnym piątku i postanowiłam Wam przedstawić:jeden wolny dzień z mojego życia oczywiście w bardzo krzywym zwierciadle:)))
Miało być tak(a że nie mam własnych zdjęć pokazuję moją inspirację:):
A będzie tak:

Moja córka zaproponawała mi,że pójdzie za mnie do pracy,zostałam więc w domu aby trochę posprzątać,dziecko poszło do pracy a przed wyjściem mówi:-A to posprzątasz i sobie mamusiu odpocznieszJ,aż ze wzruszenia łezka zakręciła mi się w oku,wzięłam się do pracy i przez kilka godzin biegałam po domu aż do 15.00 ,jak wiecie mam dużą kuchnię a ostatnio sprzątana była byle jak,więc musiałam ogarnąć trochę w szafkach,trochę lodówkę,poukładać,pomyć,potem z wywieszonym językiem umyłam naszą łazienkę i ubikację ale  łazienkę chłopaków olałam,niech sobie faceci sami sprzątają.Pot mi lekko zalewał oczy,bo oczywiście u mnie w domu jakieś 30 stopni,nie mogło być inaczej gdy sprzątam,słońce wali z nieba na całego a ja pocąc sie spalam kalorie jakbym była na siłowni albo w ekskluzywny spa:)No to dalej teraz korytarz dziewczyn,salon,sypialnia,Wiktora pokój i biblioteka do tego cholernie duży korytarz….po co nam takie duże mieszkanie,J))Jeszcze odkurzanie książek,po co mi 1200 książek,no po co???Chyba żeby się nie nudzić w  domu i odkurzać woluminy:)O 15 myślałam,że zejdę,szybko wzięłam prysznic i pędem do sklepów,na szczęście wszystkie mam obok domu.Już wystartowałam na chodnik ale przypomniałam sobie,ze nie wzięłam kartki z przepisem na ciasto.Ciasto musi być bo młody wraca z obozu.Wracam,pędzę po schodach po karteczkę i znowu zamykam drzwi i lecę do sklepu.Najpierw sklep mięsny …kurde co ja zrobię dziś na obiad???Bo teraz rzadziej gotuję to rodzina wymaga cudów a że w sobotę  raptem po tygodniu wracał mój syn to musi być uroczysty obiad.Jakby wracał po 3 latachJZ obozu pracy jakiegoś, czy co???Albo innych kamieniołomów!!!Jakbyśmy się nie widzieli co najmniej kwartał a nie pięć,uwaga słownie pięć dni!!!No może sześć czy tam siedem:)Weronika zażyczyła sobie kurczaka duszonego,ja ostatnio nie mam na to danie ochoty więc biorę mielone z piersi,na jutro karkówka kurcze dla powracającego synusia.Prawie zapomniałam,że rodzina nie chce wędlin chce rolady,no to karkówka na roladę i pierś z indyka.Boczuś na farsz itd itd.Bo przecież,nie zostawię ich bez roladki na chlebek.I koniecznie nie zapomnieć składników na ciasto,W koszyk wkładam 25 kg mięsa,oczy mi wyłażą z orbit,w drugą rękę jajka,w mięsnym kupuję bo wiejskie,bo lepsze.Przez chwilę się śmieję do siebie jak to jest,że jajka kupuję w mięsnym:).Pędem po truskawki do warzywniaka,bo przecież dzieci i młodzież wejdą do domu i będzie:-Co…truskawek nie ma!!!Ooooo to szkooooda!!!!No to koszyk na ramieniu,kobiałka w ręce i do najbliższego sklepu spożywczego o nazwie pewnego latającego owada,bo przecież ziemniaki trzeba kupić i inne akcesoria do obiadu i ciasta.Stop.Zwrot do warzywniaka po koperek!!!Dopycham koperek do koszyka z mięsem i lecę a tu słyszę…-O cześć kochana!!!Moja szkolna koleżanka:-A co tam u Was,a co u Ciebie? A jak matura?….rączki koszyka wrzynają mi się w ramię ale z uśmiechem odpowiadam na pytania,gdy czuję jak ciurkiem leci mi pot po plecach,w końcu mamy 30 stopni próbuję się pożegnać,już prawie mi się udało a koleżanka przypomniała sobie że Wera już złożyła pewnie dokumenty na studia i koniecznie chciała znać wyniki,Powiedziałam,że jeszcze nic nie wiem i poleciałam bo bałam się że zacznie temat uczelni i szkół.W sklepie zakupiłam kolejne 20 kg,no śmiało mogę powiedzieć 30 kg  towaru spożywczego  i z kartką z przepisem na ciasto szukałam składników na delicje jakie miałam przygotować.Kartę z braku wolnych kończyn trzymałam w zębach.Czekałam tylko,jeszcze na telefon,bo zupełnie nie wiem jakbym go odebrała:)Chyba miałam obłęd w oczach,bo ekspedientka pomogła znaleźć mi białą czekoladę,czego zazwyczaj Panie w tym sklepie nie czynią.Wyleciałam prawie biegiem ze sklepu,dopchnęłam nogą zakupy w siatce i znowu to samo:koszyk na ramie,ramię już poszorowane,ale nic to,jajka w siatce w drugą rękę,koszyk z truskawkami w trzecią,nie cholercia,przecież trzeciej nie ma,czyli wróć:w drugą rękę,siatkę ze sklepu w pierwszą albo i w drugą bo już mi się wszystko miesza jeszcze jedna siatka i biegnę!!!No to jestem w domu,na szczęście juz w domu.Siadam na chwilę w chłodnym pokoju,zamykam oczy i z tego miłego stany wyrywa mnie dzwonek telefonu,nadmieniam zbyt głośny.To córcia :-Mama obiad już jest??????Nie nie ma!!!Lecę do kuchni.Szybko wstawiam kurczaka,przygotowuję kotlety z karkówki w sosie ziołowo-czosnkowym…na jutro.Robię mielone z koperkiem dla siebie.Wchodzi mój mąż:-A co tak sobie pichcisz kochanie?No to gotuj sobie gotuj,Ty to tak kochasz!Nie przeszkadzam Ci!!!No dobrze to sobie odpoczywajJNa szczęście,szlag mnie na miejscu nie trafił i proszę go o pomoc,a że jest kochany to obiera ziemniaki i truskawki.Ja w tym czasie wstawiam kalafior i robię mizerię.W tym czasie dokonuję cudów i robię rolady,sztuk dwie.Udaje mi się zdążyć na 18 godzinę,gdy wchodzi Weronika z chłopakiem na obiad.Ktos dzwoni…okazuje się,że to paczka dla mnie od mojej czarodziejki blogowej z prezentami da mnie na taras.Lekko humor mi się poprawiła ale jestem tak zmęczona że ledwo jarzę,co mi przysłała na ten taras,na którym muszę przecież jeszcze podlać kwiaty.Jemy obiad ja po dwóch kęsach właściwie jestem najedzona a moje kotleciki,zjadają wszyscy ze smakiem,więc na jutrzejszy obiad nie będę ich miała.Po obiedzie zmywam,bo chętnych brak.Proszę o zamontowanie lampki i kratki,słyszę że mój ukochany mąż obiadł się i nie chce mu się…LAle wiem że jest kochany i faktycznie,za chwilę słyszę że montuje.A ja przypominam sobie,że przecież jak dzieciary wracają z wakacji(ale nie po tygodniu zaledwie)to musi być ciasto!!!!I rzucam się jak głupia na nowy przepis:biszkopt,mus truskawkowy i ptasie mleczko,robię dla synusia torcik…I zamiast się położyć i odpocząć czekam do nocy  aż mi się stężeje galaretka aby skończyć ciasto.Myślę zrobię je i idę sobie usiąść na taras odpocząć i nacieszyć się pięknem rzeczy jakie tam mam  i co?????I KURCZE nic!!!Moja córka z chłopakiem cobie TAM,właśnie TAM oglądają film!!!!Ja pierniczę!!!!No to idę do pokoju na moją kanapkę i piszę email do koleżanki,niestety  nie dokańczam,kasuję  wiadomość waląc głową o klawiaturę i zasypiając nad laptopem!!!I w ten sposób kończy się mój wolny od pracy dzień,w którym tak pięknie odpoczęłam:)))Ciekawe,czy Wam też się zdarzają takie dni?

Chciałabym serdecznie powitać nowe odwiedzające mnie koleżanki:Avę Valk,Ilonę,Zapachlawendy,Dom withlove.Cieszę się,że wpadacie do mnie,mam nadzieję,że spodoba się Wam u mnie!!!



sobota, 6 lipca 2013

PIERWSZA ODSŁONA TARASU I PRZEPIS NA TORCIK

Niestety jeszcze nie skończyłam tarasu ale mimo to chciałabym się z Wami podzielić pierwszymi zdjęciami.jeszcze jest wiele niedociągnięć ale już widać efekt jaki chciałam uzyskać.Dzięki pomocy całej mojej rodzinki(i nie tylko!)zrobiliśmy zadaszenie  o którym zawsze marzyłam,nie chciałam parasola,markizy,marzyłam właśnie o daszku i o deszczowych wieczorach,które będę pod nim spędzać z książką w ręku.Pierwszy już taki zaliczyłam,w czwartek miałam cudowny spektakl,kilka burz na raz i to przez prawie godzinę.Cudownie się patrzyło.Ale wracam do tematu:)Od zawsze  chciałam na tarasie łóżko na którym w ciepłe dni można byłoby poleżeć i odpocząć,moje marzenie się spełniło!!!Do tego poprosiłam Ewunię z bloga shabbyshop76.blogspot.com,która po raz kolejny podeszłą do moich pomysłów życzliwie i uszyła mi wymarzoną kapę i poduszki.I jeszcze podarowała mi śliczne proporczyki,które idealnie pasują do mojej pergoli.Gdy wczoraj otwierałam paczkę aż mi słów zabrakło.Ewa nie raz robiła coś dla mnie i zawsze byłam zachwycona jej pracami ale to co zrobiła dla mnie na taras przerosło moje oczekiwania a nawet marzenia:)Ewuniu dziękuję Ci!!!Nie tylko za zrobione dekoracje:)Miałam problem z zasłonkami,ponieważ taras jest od strony południowej ale dzięki sklepowi Ikea znalazły się i zasłonki,na razie na sznurku ale czekam na klamerki bo chciałabym zamiast żabek powiesić zasłonki na sznurku,ten który jest jest zbyt cieńki i udekorować je drewnianymi klamerkami.Chyba przynudzam,ale mogłabym tak godzinami opisywać każdą rzecz,niektóre z Was wiedzą jakie piszę elaboraty na dany temat dotyczący wnętrz,więc tym razem pokażę zdjęcia:
 Firanka któa jest u góry będzie przy oknie przycięta i jeszcze upięta,ale nie starczyło mi dziś czasu,chciałam nią zasłonic daszek od wewnątrz,ponieważ nie ma jeszcze deski obiciowej,dzięki Ewelinie z effkowepasje.blogspot.com,kupiłam w Ikea za 15 zł woale(dzięki!) i dostałam część woali od Beatki z bloga rodzinnie1.blogspot.com(również bardzo dziękuję)więc jutro to sobie jakoś poupinam.Może macie jakieś sugestie?

Na jednym z blogów u Gosi z http://homefocuss.blogspot.com kiedyś widziałam super kratkę z dekoracją,po pełnej i życzliwej akceptacji Gosi skopiowałam pomysł i mam podobną,jeszcze nie przyczepioną do ściany ale jest!!!Mam brzydkie na razie ściany bo dopiero skończyliśmy ocieplanie i będziemy je malować,więc na razie kratka przysłania szaro-bury tynk.
Zawsze chciałam mieć na tarasie fontannę,mieliśmy kilka w ofercie,więc szybko ją przytaszczyłam na taras i jest już podłączona,bardzo miło siedzi się słysząc szum przelewanej wody.
I jeszcze moje kwiaty,na górze mam tylko białą pachnącą surfinie a na dole pelargonie w różu,surfinię pełną różową,lawendę,gożdziki i hortensję,co prawda po przejściach ale mam nadzieję,że dojdzie do siebie,chciałabym ją przechować na przyszły rok.


Pewnie nie raz będę Was "katować zdjęciami "mojego tarasu ale pokochałam to miejsce.Za jakiś czas pokażę Wam jak prezentuje się nocą ale czekam na lampki na taras.
A zeby nie było nudno,tylko o tarasie polecam Wam torcik,który dawno tak nie smakował mojej rodzince.Jest świetny na upały.Ja zrobiłam z truskawkami ale może być wykonany z wieloma owocami.A oto przepis:
SKŁADNIKI:
BISZKOPT:
-4jajka
-4 łyżki cukru
-4 łyżki mąki
-1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
MUS TRUSKAWKOWY:
-80dag truskawek
-250ml śmietanki kremóki 36%
-2 galaretki o smaku owocó,w tym wypadku truskawkowe
KREM RAFAELLO:
-0,5ml śmietanki kremówki
-2 opakowania bitej śmietany śnieżki
-1 szklanka adwokatu
-1/2 paczki okr okrągłych biszkoptów
-1 białą czekolada
-8 łyżeczek wiórek kokosowych(ja robię bez,ponieważ nie lubimy kokosu)
-4 łyżki żelatyny
-płatki migdałów

WYKONANIE
BISZKOPT
Białka ubić z cukrem na sztywną pianę dodać po jednym żółtku oraz mąkę z proszkiem do pieczenia.Piec 20-25 minut w piekarniku nagrzanym do 175stopni
MUS
Truskawki podzielić na połowę,jedną cześć zmiksować,drugą pokroić w drobną kostkę.Dwa opakowania galaretki rozrobić w szklance gorącej wody.Ostudzić.Słchłodzoną śmietankę ubić na sztywno dodać zmiksowane truskawki,galaretkę i pokrojone truskawki.Lekko tężejącą masę wylać na biszkopt i schować do lodówki.
KREM
Wlać do garnuszka małą ilośc śmietany,podgrzać,dodać białą czekoladę,cały czas mieszając roztopić czekoladę,następnie krem ostudzić.wcześniej schłodzoną pozostałą cześć śmietanki ubić,dodać szklankę adwokatu(ja dałam połowę)rozpuszczoną czekoladę i pokruszone drobniutko biszkopty,kokos i żelatynę wcześniej rozrobioną w 4-5 łyżkach gorącej wody.Wszystko razem wymieszać,polać na mus truskawkowy i wstawić do lodówki.Podpiec lekko na patelni płatki migdałów i posypać nimi ciasto,które cały czas musi być w lodówce.Mam nadzieję,że wypróbujecie przepis ,bo jest to bardzo dobry torcik!!!

Dzisiaj z obozu kung-fu wrócił mój syn,więc obowiązkowo musiał być truskawkowy deser:)A że dostał się do gimnazjum na którym nam zależało do klasy mat-info mamusia chętnie spełnia jego zachciewajki kulinarne:)
Jeszcze raz przepraszam za zaległości emailowe:)Bardzo,ale cały czas mam duzó pracy,jutro pierwsza wolna w całosci niedziela(oprócz drobnych porządków i prania poobozowego)ale potem usiądę i odpiszę na wszystkie email.

I jeszcze polecam Wam lekki wakacyjny napój alkoholowy:)Mała ilość białego pół słodkiego wina(ja kupuję hiszpańskie)lub różowego ze schłodzoną lemoniadą,przepis na nią znajdziecie tu:http://smakzycia1.blogspot.com/2012/10/lemoniada-na-kazdy-dzien-roku.html
Ja przygotowuję dość małą ilość wina w stosunku do lemoniady,ale każdy musi sam zrobić sobie proporcje jakie lubi.Jakiś czas temu współpracowalismy z hiszpanami i u  nich właśnie pijało się wino z lemoniadą lub specjalną wodą do wina,niestety nie pamiętam jej nazwy.
Na dziś to tyle i tak wyszedł mi obłędnie długi post....ciekawa jestem Waszych opinii o moim tarasie.W poniedziałek odbieram mój aparat z naprawy i wtedy poszaleję z tarasową sesją:)

czwartek, 4 lipca 2013

DZIŚ TROCHĘ O GOTOWANIU(CARPACCIO)TROCHĘ O NOWOŚCIACH

I znowu minęło kilka dni ale u mnie ciągle się coś dzieje,cały czas pracuje nad sklepem stacjonarnym nad zmianami i mam pełną głowę pomysłów.Na szczęście są i tacy,którzy nie męczą się moim gadulstwem i doradzają:)A nawet angażują się bardzo:)Kończę również swój taras,więc najdalej w sobotę pokażę Wam co udało mi się zrobić.Mam nadzieję,że spodoba sie Wam .A na dziś znowu przepis,jakoś mimo nawału prac,chciałabym się z Wami podzielić przepisem,który leży u mnie w poczekalni już kilka albo i kilkanaście tygodni.Uwielbiam podawać na obiad przystawki,mam fizia na tym punkcie i wymyślam zawsze jakąś przekąskę,przez wiele lat nie mogłam przełamać się i zjeść surowe mięso,do czasu gdy poznałam cudowną przystawkę Carpaccio.Przygotowuję je z wołowiny,musi być idealna.Również podaję je z łososia,ale to danie pokażę innym razem.Danie jest szybkie,proste a jego tajemnicą jest sos.
SKŁADNIKI:
-20-30 dkg wołowiny,musi być świeżutka i delikatna
-garść kaparów
-utarty ser parmezan
SOS:
-kilka łyżek musztardy sarepskiej
-miód
-odrobina octu vinegre
-czasami dodaję sos słodko kwaśny chili
-pieprz,świeżo zmielony
PRZYGOTOWANIE:
Wołowinę dzień wcześniej mrozimy,tuż przed przygotowaniem dania,wyciągamy z zamrażarki.Przygotowujemy sos łącząc składniki w proporcjach jakie nam smakują,mam być lekko słodkawy,pikantny z nudą musztardy.Kroimy wołowinę na cieniutkie plastry,bardzo cieniutkie!!!Można elektryczną maszynką,ja takiej nie mam ale mój mąż świetnie kroi mięsa i chleby:)Mięso posypujemy świeżo zmielonym pieprzem i na wierzch sypiemy ser.dokładamy kapary,polewamy sosem i mamy przystawkę gotową.Na pewno będzie smakować,musicie tylko pamiętać aby mięso było  bardzo cieniutko pokrojone.
A wygląda mniej więcej tak:


Dzisiaj u nas było bardzo parnie i męcząco,teraz przed chwilą przeszła burza.Bardzo źle się czułam i nie wrzuciłam nowości do sklepu internetowego,jak się okazało po powrocie do domu jakiś dobry duszek zamieścił nowości w sklepie.Dziękuję kochany duszku:)))Doceniam Twoją pomoc.Nie wiem czy wszystkie ale sprawdzę jutro rano.A teraz chciałam Wam pokazać co u nas nowego i oczywiście zapraszam do sklepu:
domzogrodem.com































Więcej w sklepie!!!Jeszcze raz dziękuję za Wasze wsparcie i podlinkowanie mojego sklepu oraz informacje na postach.Z całego serca dziękuję.Za kilka dni pokażę nowości przygotowane przez moje zdolne koleżanki.A będą cuda!!!!Dziękuję,że jesteście,komentujecie,zaglądacie,nawet gdy mnie nie ma kilka dni.I witam również nowe obserwujące,jak tylko będę miała mniej pracy zajrzę do Was z wielką przyjemnością!!!Pozdrawiam Was wszystkie z mokrej dziś północy.

niedziela, 30 czerwca 2013

ZMIANA

<a href="http://www.bloglovin.com/blog/5636131/?claim=thsj3p2kwzy">Follow my blog with Bloglovin</a>
cos