niedziela, 1 lutego 2015

JAK ŻYĆ Z NASTOLATKIEM?I NIE TYLKO,PRZEPISY TEŻ BĘDĄ:)

Rzadko pisze o sprawach rodzinnych,bo nie zakładałam bloga aby pisać o moich doświadczeniach jako mama i żona,nie czuję się kompetentna:)Nie lubię rodziców,którzy "Zjedli wszystkie rozumy"i myślą,że wiedzą najlepiej jak wychowywać i rozwijać dzieci,szczególnie czyjeś.Ja do dziś mimo,że mam trójkę dzieci,często nie wiem jak postąpić lub zastanawiam sie nad swoimi błędami,mimo,że obiektywnie moje dzieci radzą sobie w życiu i wiedzą co w nim jest najważniejsze.Ale dzisiaj postanowiłam Wam napisać jak to jest z nastolatkiem,tym malusim syneczkiem,który tak lubił się tulić,który domagał się buziaka na dobranoc i potrafił godzinami opowiadać o tym co się mu przydażyło....czasami patrzę na mojego piętnastolatka i zastanawiam się jaka wóżka go zaczarowała albo kto i kiedy go podmienił......mimo,że dogadujemy się i nie mam z nim rzadnych większych problemów,no jedynie co do obowiązków szkolnych mamy bardzo,ba powiem nawet ogromnie różne zdanie.....Nagle synuś sztywnieje,gdy chcę go przytulić,odsuwa się gdy chcę go pocałować i nie mówię tu o codziennych sytuacjach a o wyjeździe na obóz czy skłądaniu życzeń:)A rozmowny jest że ho ho...Na moje pytanie,po przyjściu ze szkoły:
-Co tam w szkole?
Bo ja jestem matka inetresująca się i codziennie rozmawiamy:)Odpowiada:
-Dobrze.
-No jak dobrze,Coś się wydarzyło?
-Nie.
A Pani z oddała klasówki?
-Noo.
-No przecież pytam się czy coś sie wydarzło,czemu mi nie mówisz?Pytam się zawsze i pytam a ty co?
-Noo.
-Co noo!Co dostałeś się chyba pytam???!!!
-Noo 3+.
-Tylko!!!To słabo.
-Nie to dobra ocena.
-Chyba oszalałeś!!!Masz to poprawić!!!
-Noo.
-I nie mów do mnie noo!!!Do szału mnie to doprowadza!!!Całymi zdaniami proszę mówić!!!
-Noo.
-Oszaleję z Tobą.

I tak sobie rozmawiamy.W piątek mój syn wyjeżdżał na zgrupowanie sportowe.Od poniedziałku kilka razy prosiłam o kartkę-informację,co mają zabrać ze sobą,syn oświadczył,że to co zawsze.Fakt nie jechał pierwszy raz na sportowy obóz,więc mniej więcej wiem.Pytam co chce abym mu zapakowała z ubrań,to co zapakuję będzie ok.Gdzieś w środę  przypomniałam sobie,że córcia zabrała jadąc do siebie walizkę,na szczęście przyjaciółka starszejcórki  przyniosła nam walizkę,Ucieszyłam sie,bo nawet nie prosiłam je,ale moje córki zawsze matkuja synkowi:)Walizka jest,ciuchy wyprane,wyprasowane,leżą na pianinie aby On je zatwierdził i zaczyna się:a po co dwie pary leginsów do biegania,a po co traperki na śnieg,przecież śniegu nie ma,a ja nie biegam w rękawiczkach,po co mi one.Wytrzymałam i siedziałam cicho.Syn zajmował się telefonem,który dostał od córki i musiał sobie powgrywać muzykę i kontakty przed wyjazdem.Nagle coś mu się przypomniało....przecież on na basen jedzie na zgrupowaniu!!!Rzuciłam się do komody,Boże,czy mam tu kąpielówki czy w domku nad jeziorem.Są!!!Ulga.
-Kochanie mam kąpielówki!!!A czy na basen nie potrzebujesz czepka?
-Nie.
-Synku ale na tamtym basenie,trzeba nosić czepek!!!
-Nie
-Na pewno?
Cisza.Odpowiada mi cisza....

Spakowałam wszystko w siateczki,zawołałam:
-Ładnie?
-Noo,ale po co te woreczki...

Mąż kiwa głową i słysze jak się śmieje-matka kwoka...
Nie daje mi spokoju,że nie widziałam tej cholernej kartki,jest 14.00 o 17.00 jest zbiórka a ja jeszcze muszę zrobić spagetti,w końcu ulubione danie syna,przed wyjazdem.Ostatni raz pytam:
-Na pewno nie wiesz gdzie jest ta kartka?
-No przecież leży na biurku.
Szlag mnie trafia ale idę do pokoju....i czytam,proszę o spakowanie kąpielówek i...czepka!!!No pewnie,ale dobra,spokojnie mamuska,spokojnie-czepek przecież leży obok kąpielówek.Otwieram walizkę,wrzucam czepek.Zamykam walizkę.Czytam dalej.Nagle ciśnienie skacze mi stanowczo zbyt mocno:
-O matko,przecież tu jest napisane,że masz zabrać śpiwór!!!!!!!!
-Taak?Nie czytałem.
-Boże,przecież śpiwory są w domku nad jeziorem!!!A ty za 2 godziny wyjeżdzasz!!!Co teraz!!!Ja oszaleję!!!Szukaj w szafie u dziewczyn !!!
Na to mój synuś,odrywa się od telefonu i komputera i idzie powolnym,bardzo powolnym krokiem do szafy,opanowuję się aby go nie kopnąć tam gdzie,no nieważne,opanowuje się i czekam.O,jednak jakiś śpiwór jest.No dobra kamień spada mi z serca.Otwieram walizkę i myśle jak spakować śpiwór.Właśnie wchodzi moja córka z uczelni i angażuje się w pomoc.Ona!!!Nie On!!!Ciągle wydaje mi się,że słyszę śmiech męża.patrze na niego,nie chyba mi sie wydawało...choc jakoś dziwnie rozbawiony jest:)Upchnęłyśmy spocone zasapane śpiwór w walizce,dociskając udało nam się ją zapiąć a mnie coś tknęło i biorę kartkę w ręke i dalej czytam co mają zabrać a tam,to zdanie:

PROSIMY O NIE PAKOWANIE DZIECI,ZE WZGLĘDU NA BRAK MIEJSCA W SAMOCHODACH,W WALIZKI A PROSIMY O ZAPAKOWANIE W PLECAKI I TORBY.

Przed oczami zobaczyłam czerowna plamę i nie wiedziałam,czy mnie krew zalewa czy szlag trafia.znowu się drę!!!
-Choć tu!!!Nie wiedziałeś,że masz sie zapakować w plecak!!!!?????
-Taaa,nie nie doczytałem,ale przecież mamy plecak....
-Dawaj go tu!!Szybko!!!!Bo mnie szlag trafi!!!
A syn patrzy z odrazą jak można się tak denerwować i krzyczeć,w końcu On jest taki opanowany i spokojny i odpowiada mi:
-Noo

I znowu z córką w tempie ekspresowym przepakowujemy jego śpiwór,jego ciuchy,buty i całą resztę.A zaraz potem poleciałam robić synusiowi spagetti a on wchodzi do kuchni i mówi :
-No i się udało,zapakowałaś mnie.I po co te nerwy,a ja zdąrzyłem zgrać muzykę.Jest już obiad?
I znowu wydaje mi się,że słyszę śmiech mojego męża,ale wolę nie sprawdzać bo jeszcze go zabiję:))))
I tak własnie jest z młodym facetem,nadopiekuńcza mamusia,chce aby wszystko było dobrze a on ma to gdzieś.I jeszcze się dziwi mamusi,że taka narwowa jest.

A na koniec dodam,że w tym roku czekają mnie :2 wycieczki szkolne,2 obozy sportowe,1 wyjazd na zawody na mistrzostwa do Łodzi:)O tym wiem,a ciekawe co nam jeszcze dojdzie.

Zdjęcie z zasobów internetu:)

A teraz dwa szybkie przepisy,które zawsze nam smakują,proste,szybkie i niekłopotliwe:

NALEŚNIKI Z SZYNKĄ I SEREM
SKŁADNIKI
CIASTO
-2 jajka
-250 gr mąki
-250 gr wody
-250 gr mleka
-1,2 łyżeczki cukru
-1 łyżeczka płaska soli
-2-3 łyżeczki masła sklarowanego
NADZIENIE
-kilkanaście plasterków szynki
-7-10 pieczarek
-1 czerwona cebula
-utarty ser
-pół kubka śmietany
-tyle samo sosu pomidorowego lub jeśli wolicie keczupu
WYKONANIE
Miksujemy wszystkie składniki na ciasto.Kroimy w bardzo drobną kostkę cebulę i szklimy na maśle sklarowanym.Dodajemy pieczarki i szynkę.Pieczemy krótko i odstawiamy do ostygnięcia.Pieczemy naleśniki,ja do pieczenia używam masła lub oleju w sprayu aby nie były zbyt tłuste.Naleśniki kłądziemy na talerz,smarujemy wymieszaną śmietaną z keczupem posypujemy farszem a serem,zwijamy i odkładamy do żaroodpornego naczynia.Gdy wszystkie są juz w naczyniu wkładamy,bez przykrycia do piekarnika i pieczemy około 15-20min w 200st.Naleśniki powinny być chrupiące.



Jakoś zdjęć taka sobie,ale ani światła w domu ani czasu w kuchni,bo głodni faceci przy stole siedzieli i czekali:)
Drugi przepis:
FASOLKA PO BRETOŃSKU:
Niby proste danie ale sporo można popełnić błędów.Moja pięknie zapakowana w słoiki,ponieważ od pewnego czasu ,gdy gotuję dla domowników,często gotuję więcej,ponieważ młodsza córka została słoikiem i jak tylko wyjeżdża na uczelnię,zabiera wszystkie dania przygotowane przez mamę:)

SKŁADNIKI
-0,5 kg fasolki jaś
-2 cebule
-1 ząbek czosnku
-1 kiełbasa podwędzana
-kawałek parzonego boczku
-2 puszki pomidorów lub tyle samo koncentratu
-sól
-pieprz
-ziele angielskie
-listek laurowy
-papryka
-majeranek
WYKONANIE
Fasolkę namaczamy na noc,przed wykoanniem fasolki gotujemy faoslke w zależności od jej twardości nawet 2 godziny.Gdy już jest miękka,pomidory w puszce miksujemy.Na patelni smażymy na sklarowanym masle lub oleju cebulkę,dodajemy rozgnieciony ząbek czosnku.Odkładamy na miseczkę i na tek samek patelni podsmarzamy pokrojony w kostkę boczek,i kiełbasę.Sos pomidorowy wlewamy do garnka,i dodajemy wszystkie przyprawy,gdy sos zagotuje się,zmienjszamy ogień i dokładamy fasolkę,następnie cebulę z czosnkiem a potem boczek i kiełbasę.Wszystko dusimy około15-25 minut.I już!!!Od razu możemy jeść!!!


Wiem,że pierwszy lutowy post jest długi ale co tam,jeszcze mała niespodzianka urodzinowa dla mojej młodszej córci,za którą bardzo tęsknię,ale cieszę się,że realizuje swoje marzenia,na szczęście w domu jest starsza córka a nie tylko faceci:)

Wercia,pamietaj,żebyś była zawsze tak wrażliwa jak wtedy:
.Pamiętasz?
Żebyś trenowała bieganie,tak jak wtedy na bieżni:
I żebyś osiągnęła to o czym marzysz:

Ja to Cie umiem rozbawić ,co?

55 komentarzy:

  1. Ha ha ha....
    mamusiu nadopiekuńcza spuść z tonu!!!! Do grobu się wpędzisz. Ale tak na poważnie to faceci inaczej spostrzegają otaczającą nas rzeczywistość, ONI widzą same konkrety: jest spakowany i koniec tematu, ale ile przy tym nerwów to nie ich problem! ... Jak dobrze, ze mam córkę która sama się pakuje:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę jak piszesz:)Muszę zmienić nastawienie:)Moje córki od niepamietnych czasów same się pakowały:)I miały zawsze liste,co należy spakować:)

      Usuń
  2. Mam 4 młodszych braci, dwóch z nich założyło już swoje rodziny (w tym młodszy wrócił) dwóch pozostało jeszcze w domu rodzinnym, w tym osiemnastolatek i cztetnastolatek..... jak ja to doskonale znam :-))))) ale oglądałam to stojąc z boku. Odpowiedź na zadane pytanie to: noooo lub yhyyyy :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O,widzę,że masz bogate doświadczenie:)I mnie rozumiesz:)0

      Usuń
  3. Moja Droga,a jak zabezpieczasz zawartość słoików przed zepsuciem?Pakujesz gorące do słoja, zakręcasz,stawiasz do góry dnem i już?Kilka rzeczy mi się już zepsuło takim sposobem i ciągle szukam innej metody...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mimo ze wkladam gorace potrawy dodatkowo wkladam do goracej wody i gotuje jeszcze ok 20 min.bo teraz czesto pakuje corce w sloiki jedzenie i pare razy zdarzylo sie ze otworzyly jej sie sloiki i zmarnowalo sie.dlatego gotuje dodatkowo.

      Usuń
  4. Kochana,faceci tak mają... Naleśniki mega apetyczne i ta fasolka:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Beatko :-) miałam to samo :-) Kiedyś u tego starszego było ważne co będzie słuchał w autobusie , a ciuchy popakować to przecież można było na 5 min. przed wyjazdem ! Krew mnie czasami zalewała i białej gorączki dostawałam , jak gdzieś jechał , a ja musiałam o wszystkim pamiętać co popakować i czasami mi się wydawało , że jemu jest wszystko jedno czy spakuje jedne spodnie czy kilka. Mineło trochę i teraz (17 lat) się to zmieniło . Zaczęła się tzw. kawalerka i pakuję się już sam , większą uwagę przywiązuje do ubioru , wie co zabrać , już nie podnosi mi tak ciśnienia , jak to było kiedyś . Podsumowując to chyba taki wiek te 15 lat , szybko przejdzie ten czas i Tobie życzę kochana po prostu cierpliwości , a na pocieszenie mogę Ci powiedzieć , że mnie to jeszcze czeka z drugim :-) Buziaczki dla Was :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he ale się uśmiałam:)Ty to masz życie z chłopakami:)

      Usuń
  6. Ale się uśmiałam ale tobie to chyba nie było wtedy do śmiechu ;:)
    Z nastolatkami tak to już jest,przynajmniej z większością ;p A matka,jak to matka,chce żeby jej dzieciom było dobrze,chce dla nich jak najlepiej.
    Niech syn następnym razem sam się pakuje ;p
    Pozdrawiam!
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę:)A niech później narzeka,że nie spakował ważnych rzeczy:)

      Usuń
  7. Załamałaś mnie. Normalnie załamałaś. Że mój Młody kiedyś też tak? ;(((( A ja nie mam córki i tylko mąż. I on się będzie śmiał pod nosem. Witki opadają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj,tak,oj tak,zobaczysz to małę wyrośnie i będzie tak jak u mnie:)))

      Usuń
  8. A myślicie, że córki to bardzo inne! Mnie przy mojej nerwy puszczają, jak Tobie przy synu. Ale uczę się asertywności. Niedawno wybierała się na wycieczkę na Węgry na 3 dni. Poganiałam do pakowania się od rana - mamo, wyluzuj, zdążę - słyszałam. No dobra - usiłowałam zachować spokój, zacisnęłam zęby i nie poganiałam, nie przypominałam. Spakowała się bez pomocy. Na autobus biegła w rozpiętej kurtce, jakoś zdążyła. Pojechała bez piżamy, w jednych butach i bez szczotki do włosów. Ale jakoś od tego nie umarła. Mąż mi też mówi - pozwól jej popełnić błędy, wtedy się nauczy. Próbuję zachować spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NAwet nie wiesz jak się śmieje:)Widzę,że mamy podobne doświadczenia,ja tez następny raz odpuszczę:)

      Usuń
  9. Pocieszę Cię Beatko, że nie tylko Ty tak masz:-/ To jest chyba syndrom tego pokolenia, wszystko robimy za nasze dzieci, tylko nie wiem czy nie wyrządzamy im więcej krzywdy niż pożytku tym naszym matkowaniem:-/ A my chcemy być najlepszą matką, żoną, kucharką, kochanką, pracownicą, przyjaciółką... Tylko jak długo tak można?
    Buziaki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że masz rację. Trzeba pozwolić dzieciom uczyć się na własnych błędach. Kiedy my czuwamy nad wszystkim, one już nie muszą ;)
      Nie da się być "wszystkim"! Trzeba sobie pozwolić na bycie niedoskonałym człowiekiem, a kiedy już to zrobimy... jaka to ulga! ;))

      Usuń
    2. W pełni się zgadzam.Tylko jak to zrobić?

      Usuń
    3. ooo oo - wlasnie to!!
      Jak to zrobić Beatko??
      Tak po prostu - bo tez wydaje mi się, że to robienie dzieciom krzywdy jest

      Usuń
  10. :))Powodzenia na kolejnych wyjazdach i życzę WSZYSTKIEGO dobrego!!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!!!Już kolejny wyjazd w marciu:)

      Usuń
  11. Dobrze wiedzieć co mnie czeka za jakieś dziesięć lat i to dwa razy. Może zdążę się psychicznie przygotować :) Chłopcy ogólnie mają inne postrzeganie rzeczywistości. Mój Mąż powiedział mi kiedyś, że do faceta trzeba konkretnie i po jednym zadaniu do wykonania. I to działa! Na niego :) Pozdrawiam i życzę cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he,bardzo podoba mi się Twój komentarz:)

      Usuń
  12. ...ja juz dziewiaty rok sloiczki w weekendy robie...ciekawe czy to się kiedys skończy,ale juz trochę ograniczyłam ilość, w końcu weekend tez ma byc dla mnie....z synami tak jest,rozumiem to doskonale...kilka dni temu wybierał sie z domu do Szczecina bo tam studiuje, z potem mieli jechać w środę do Dani z chórem...było podobnie, mąż sidział spokojnie a ja sie miotałam mysląc co synkowi będzie na wyjazd potrzebne, facet ma 24 lata, Boże jaka ja głupia jestem!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ..jeszcze te teksty, Mamo, ja sam się spakuje, jestem dorosły...tak a potem na pięć minut przed wyjazdem by było:mamo a gdziest to?,mamo a gdzie schowałas tamto? Juz ja to znam...ojca nie zapyta bo ojciec i tak nie wie....koszmar!

      Usuń
    2. Ależ się uśmiałam!!!Właśnie zobaczyłam siebie za 10 lat:)))I już mi nie jest do śmiechu:)))Faktycznie ja też jestem głupia!!!

      Usuń
  13. Za 2 miesiace córka kończy 11 lat to oznacza że dwoj moich pociech będzie miało naście. Ja juz się martwię I boje......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się zacznie....już za chwileczkę:)))Jak co,to mam doświadczenie,może pomogę:)))

      Usuń
  14. Ha ha ha:) czasem tak to jest z nastolatkami:D Sama się wstydzę tego okresu z mojego życia jak sobie przypomnę:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana miałam podobnie z córką, a jak tańczyła to wyjeżdżała kilka razy do roku, albo i częściej, w końcu odpuściłam i zobaczyła, że sama musi zadbać pomogło :) A Twój opis sytuacji bezcenny :) pozdrawiam aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja obiecałam siebie po tej akcji odpuscić,niech sam uczy sie na swoich błędach:)

      Usuń
  16. Beatko!
    "Kupuję" przepis na Twoje naleśniki z szynką. Dzisiaj zrobiłam wg Twojego przepisu fasolkę.
    Prawdziwa pychotka. Wczoraj zamoczyłam i wieczorem ugotowałam fasolkę. Dzisiaj po powrocie do domu kończyłam. Połowę fasolki zamroziłam. Nie zakładam do słoików ponieważ już dwa razy musiałam ją wyrzucić.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wkładam do słoików ze względu na córkę,która zabiera je do siebie.Cieszę sie,ze fasolka smakowała.Za naleśniki ręczę,były pyszne!!!

      Usuń
  17. Uśmiałam się bo też mam w domu nastolatka i przerabiam to samo. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytając jak wyprawiałaś syna przypomniała mi się historia z moim synem . Wieczorem mówi , mamo zapomniałem powiedzieć że na jutro mam przynieśc na biologię wyhodowaną fasolę .... witki opadają.
    Fasolkę i naleśniki takie robię często , może jest troszkę różnica w przepisie . Fasolkę często robię po świętach , wykorzystując pozostałe wędliny. Pozdrawiam cieplutko i spokojnie mamusiu hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z fasolką też to przerabiałam,nie wspominając o rysunkach,pracę na technikę,kwiatkami z bibułki i td:)))Ja też robię fasolkę,jak mam resztki,świetnie dzięki niej "sprzątam lodókę":)

      Usuń
  19. Wiesz Beatko... nie jestem mamą i ne chciałabym być tą "która się wymądrza" ale... cały czas czytając Twojego posta miałam dziwne wrażenie deja-vu... i dobrze, ze u Ciebie się pisze bo znów miałabym język obolały od przygryzania tak jak wtedy gdy odwiedzam przyjaciółkę...
    I zastanawiam się czy to ja byłam wychowywana "samopas" czy Wy za bardzo się nad swoimi całkiem dużymi i zdrowymi dziećmi "kwoczycie"
    No dobra - ja byłam wyjątkowo samodzielna ale... chyba nie jestem jeszcze tak stara aby nie pamietac jak to było gdy miałam naście lat ;-)))
    i wydaje mi się, że gdybys pozwoliła synkowi samemu się spakować i gdyby raz zapomniał kąpielówek albo śpiwora... byłoby mu przykro i być może by zmarzł ale... z cała pewnością nauczyłby się
    a. samodzielności
    b. doceniać Twoje starania
    ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak,ale nie umiem sobie poradzić z tym,że będzie mu zimno,czy nie pójdzie się kąpać,jak wszyscy.Choć wiem,że powinnam mu pozowolić na błedy.Choć muszę przyznać,że tak samo postępowałam z dziewczynami a one już w jego wieku były bardziej samodzielne:)Pewnie będę musiała przemyśleć swoje podejście :)

      Usuń
  20. choć nie mam chłopaka w domu ale to chyba taki wiek spoko luz jak to mówią czy mówili kiedys i na wszystko olewka chyba wyrosnie z tego
    3mam kciuki za stoicki spokój

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musi wyrosnąć,bo jak nie,to zwariuję,a chyba matki wariatki nie chce mieć:)

      Usuń
  21. Beata, nie obraź się ale posikałam się ze śmiechu i popłakałam :))))) Wiem, to wcale nie jest śmieszne ale tak zabawnie to opisałaś, że śmiałam się w głos hihi Synuś raczej małym chłopcem nie jest i nie uważasz, że powinien pakować się już sam?? Jeśli wciąż będziesz mu matkować on nigdy sam się nie nauczy, bo po co niby jak mu matka "dobrze robi" pod każdym względem. Spakuje się sam, zapomni to ma chłopak pecha, nie pójdzie na basen. Będzie nauczka na zaś, by pilnować swoich "interesów". Nie rób z niego inwalidy, bo kiedyś Twoja synowa Ci to wypomni, zobaczysz ;P
    Buziaki i spokoju!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam.Ale jak widzę jego postawę to już mi się nie chce gadać i gadać i drzeć się,wolę sama to zrobić,bo oczami wyobraźni widzę,jak sie spóźnia na autobus:)No właśnie po ostatnim razie stwierdziłam,że mam to gdzieś i musi następny raz sam się spakować.Jedzie do Łodzi,na zawody,jak nie weźmie czegoś to sobie kupi,albo pożyczy:) W zyciu codziennym umie wszystko zrobić co potrzebne jest mu do szczęścia ale tylko wtedy jak mamy nie ma.Wtedy okazuje się,że i obiad można zrobic,i posprzątać i wyprać:)Wiadomo,że specjalnie przerysowałam sytuacje,żebyście mogły się pośmiać ale też często sobie mówię,że go wychowuje dla jakiejś kobiety i nie chcę żeby był dupa czy leń:)

      Usuń
  22. Świetna historia i niezłe emocje, w ogóle wypasiony post, miło znów do Ciebie zaglądac , witam i pozdrawiam w Nowym Roku, Bea:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!!!Cieszę się,że jesteś!!!

      Usuń
  23. Haha nadajesz się do pisania tragicznych komedii, a bohater drugoplanowy czyli Twój mąż rewelacja haha :).

    Ech facetów, to trzeba przez całe życie pakować, bo im by starczyło wszystkiego po jednej sztuce ;).

    Ufff dobrze, że jednak miałaś wszystko w domu :).

    Bałam się, że Twój syn po wejściu do kuchni powie, że nie jest głody hihi.

    Mmm naleśniki uwielbiam w każdej postaci :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. /Mój syn nigdy przenigdy nie odmówi mojego jedzenia:)Co jak co,ale moja kuchnię uwielbia i często go tym szantażuję:))))Co do pisania,zawsze o tym marzyłam,żeby napisać dobrą książkę i nawet pomysły były i są zapisywane w notesie ale odwagi i wiary w siebie brak:)

      Usuń
  24. Ja bym musiała brać leki na uspokojenie :) To dopiero wielka matczyna mimo wszystko cierpliwość!

    pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
  25. Witaj
    U mnie czternastolatek, rozumiem Cię doskonale.
    Mówi ja sam się spakuje a potem słyszę, gdzie jest to a gdzie tamto, a ręcznik który a kosmetyczka gdzie?
    Pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  26. Jesteś SUPER Mamuśką!!! Podziwiam Twoje zaangażowanie.
    Uwielbiam tutaj zaglądać choć później głodna jestem!!!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja Ci kochana cierpliwości życzę... Bardzo, bardzo, BARDZO dużo cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń